Opinie fekala.....
Polityka, ludzie, seks, humor i inne
Blog > Komentarze do wpisu
« Zamykam
Marcel Kurwa Proust »

Jebać biurorakrację

Wielu z was studiuje bądź studiowało i jak zapewne wiecie (jak nie to się dowiecie), że dla pani z dziekanatu trzeba być miłym. Pani z dziekanatu może wiele zdziałać na naszą korzyść, na niekorzyść też. Może wszystko spierdolić. Jednakże znając nawet tę zasadę, pani z dziekanatu z racji lenistwa może narobić w chuj kłopotów. Opiszę tu pewną sytuację – jak po krótce wygląda przeprowadzka z jednej uczelni na drugą w trakcie studiów.


Z racji, że obecnie zamieszkuję w Łodzi, a uczelnia, z której zamierzam się wynieść jest w Warszawie, pierwszy etap załatwiam telefonicznie. Miałem niezliczone dwa semestry z powodu jednego przedmiotu u głupiego chujka, który mało komu wstawiał pozytywną ocenę, więc umówiłem się z panią z dziekanatu, że przyjadę do niej 15 września i wpisze mi warunek do indeksu. Powiedziała, że nie wie jak to zrobić bo według procedury nie wolno tego zrobić przed sesją poprawkową. Mi natomiast zależało na czasie i musiało być to zrobione przed. W każdym bądź razie chuj z tym. Pojechałem tam, wszedłem do dziekanatu i z uśmiechem na ustach przedstawiłem się i wyjaśniłem w jakiej sprawie jestem. Pani z dziekanatu wyciągnęła jakieś podanie i wysłała mnie ze sprawą do dziekana. Napisałem i gdy szedłem po schodach zastanawiałem się po chuj ja z nią właściwie rozmawiałem – do dziekana mogłem pójść z własnej inicjatywy. Ale to  nie o to chodzi. Dziekan chwilę pomalował, wysłał powrotem to dziekanatu po jakieś tam pismo (mniejsza z tym jakie) i podpisał moje podanie o warunkowe zaliczenie semestrów. Poleciałem powrotem do dziekanatu – przerwa. No tak kurwa, trzeba czekać – nie ma co krzyczeć bo nie dość, że złamie się pierwszą zasadę to i tak nikt dupy nie ruszy. Poczekałem, później wszedłem, wszystko zostało załatwione. Warunek, skreślenie z listy studentów. Wszystko. Zostały się do odbioru tylko moje dokumenty, które mogłem zabrać lecz nie chciałem tego, bo legitymacja jeszcze mi się przyda. Wszystko idealnie. I za warunek nie zapłaciłem!

Z indeksem i wpisanymi warunkami poleciałem do łódzkiej uczelni. Tam złożyłem podanie o przyjęcie mnie na studia. Wszystko super, bez żadnych problemów. Zadzwonią. W czwartek dzwonią, że zostałem przyjęty, ale mam niestety furę egzaminów do zaliczenia. Myślę sobie: chuj, studia trzeba kontynuować więc się zgadzam. W piątek jadę do Warszawy po moje dokumenty. Sprawa wydaje się prosta – wejść, wziąć i wyjść. Niestety, obie panie obsługujące mój kierunek wzięły sobie wolne, a jak. Nikt nie ma kurwa o mnie żadnego pojęcia. Podchodzę do zdaje się pani z administracji i mówię, że chce zabrać dokumenty. Pani uprzejmie mi oznajmiła, że mam wypełnić kartę obiegową. Nie wiem po chuj ta karta, że niby żadnych zaległości wobec szkoły nie mam – ale przecież mają to kurwa w jebanym systemie. Zaczynam od księgowości. Już na samym początku źle trafiłem. Pani z księgowości nie ma zamiaru podpisać mi karty.
- Ma pan nieopłacone 3 egzaminy poprawkowe.
- Niemożliwe
- Ale tak pokazuje
- Jak już to powinienem mieć góra dwa, ale wie pani – ja nie przystąpiłem do sesji poprawkowej.
- No to musi pan to wyjaśnić.
- Ależ ja nie mam czasu na to, potrzebuję pani podpis, śpieszy mi się, ja nie będę wyjaśniał waszego bałaganu.
Tu pani z księgowości wziąwszy moją kartę obiegową zniknęła na jakieś 15 minut. Jak wróciła to mnie zaskoczyła
- Musi pan opłacić jeden egzamin za 10 zł. (widzę kurwa, że już trochę zmalało)
- Jaki to egzamin?
- Z programowania.
- A to ciekawe, czemu więc o tym nie wiem ani ja, ani w dziekanacie i musiałem brać warunek??
- Ale z ćwiczeń.
- Ależ to niemożliwe, wie pani. Ja ten egzamin miałem w pierwszym terminie więc mało możliwe jest to, aby to była poprawka. Chyba ja i mój indeks wiedziałby o tym.
(A tutaj coś z innej beczki. Panie Tleniony, jeśli to czytasz to wypierdalaj. Wiedz, że poprawka musi być w terminie poprawkowym ty chuju. Mam nadzieję, że na innej uczelni za takie akcje wyruchają cię w dupę. Wkurwiłeś mnie.)
- Ja nic na to nie poradzę, musi pan to wyjaśniać w dziekanacie
- To ja już zapłacę te 10 zł, za bardzo mi się śpieszy, a nie będę tu jechał kolejne 4 godziny tylko dlatego, że macie bałagan. Gdzie jest kasa?
- Na górze ale musi pan poczekać. Otwierają dopiero za dwie godziny.

Kurwa. Zaczęło mnie to już powoli wkurwiać. Dalej rozmowa jeszcze chwilę się toczyła, próbowałem to jakoś załatwić innym sposobem ale nie dało się. Z kartą obiegową poszedłem do akademika i biblioteki żeby mi podpisali – bez problemów. Wziąłem dupę w troki i pojechałem do urzędu miasta załatwić sprawy z meldunkiem. Tam wszedłem, załatwiłem i wyszedłem. I pomyśleć – w urzędzie żadnych problemów. Wróciłem do szkoły, poleciałem do kasy a tam kolejka w chuj. Poczekałem, zapłaciłem te jebane 10 zł i z kwitem pobiegłem do dziekanatu. Udałem się do okienka pani od księgowości, wzięła kartę, podpisała. No to mam już to z głowy – do kasy się więcej nie dopierdolą. Podszedłem do pani z dziekanatu, że mam już kartę obiegową wypełnioną i chcę moje dokumenty. Pani wzięła legitymację i poszła poszukać teczki (mała nie jest). Po jakiś 10 minutach wróciła oznajmiając, że tutaj jej chyba nie ma i pewnie jest na górze w sekretariacie. W sekretariacie pani szukała z 15 minut i oznajmiła, że tam nie ma, nie ma mnie nawet w rejestrze. Teraz to się wkurwiłem, nie dość, że latam jak jakiś debil kurwa po całej jebanej uczelni, to jest kurwa zgubili moją maturę. Spierdalam więc powrotem na dół do dziekanatu, pierdolę panią z dziekanatu i podchodzę do pana z dziekanatu ;) Ta sama śpiewka: chcę odebrać dokumenty. Pan z dziekanatu zniknął na 10 minut po czym wrócił i oznajmił:
- Teczka pewnie jest w sekretariacie.
- Już byłem w sekretariacie – nie ma jej tam.
- To ja jeszcze zerknę.
Po parunastu minutach wraca i oznajmia:
- No to jest problem, bo tutaj jej też nie ma.
- No to jest problem, ale nie mój.
- Niech pan przyjdzie w poniedziałek.
- To chyba żart jakiś? Nie po to tu przyjechałem, latam po całej uczelni jak idiota, a wy mi mówicie, że mam przyjść w poniedziałek. Teczka ma się znaleźć.

Pan popatrzył w komputerek i nagle mi oznajmia.
- Nawet gdyby teczka się znalazła to i tak by jej pan nie dostał.
- Coooo??
- Ma pan 470 zł niezapłacone.
- Coooooooooooooooooo??
- Czesne za semestr. (chodzi o następny semestr przed którym zrezygnowałem)
- Proszę pana, ja już tracę cierpliwość i w końcu przestanę być miły. Skoro skreślono mnie z listy tydzień temu, to chyba logiczne, że na semestr zaczynający się w październiku nie będę chodził, co za tym idzie nie będę płacił. Mam tu na karcie obiegowej stempel i wpis z księgowości, że z niczym nie zalegam i reszta mnie nie interesuje. Chcę swoje dokumenty.
Koleś coś przeklął, poszedł szukać. Postawił na nogi pół dziekanatu, w końcu udało mu się zdobyć numer komórki do pani, która skreślała mnie z listy. Coś zaczęła mu tłumaczyć, koleś pobiegł w głąb dziekanatu. Po pięciu minutach widzę i nie wierzę. Wraca zadowolony dumnie trzymając teczkę. Okazało się, że przez cały ten czas była ona w najkurwabezpieczniejszym miejscu na uczelni. Otóż…. W sejfie… Nikt kurwa nie wie po co tam i dlaczego – tam teczek nie trzymają. Na myśl przychodzą mi tylko dwie możliwości: albo teczka jest niebezpieczna, albo tam jest napisane, że jestem jakimś kurwa tajnym współpracownikiem CIA. Czekać tylko aż skurwiele z rządu się przypierdolą i mnie zlustrują. Kończę już ten przydługi wpis. Wszystko skończyło się pozytywnie, ale – jak tu się nie wkurwić??

sobota, 23 września 2006, fekalek
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Komentarze
Malkoholik
2006/09/23 12:51:04
lol...

trzeba tam kiedys pojechac i odpierdolic im akcje a'la antylista, ale taki live act larp'owy ;) postac tylko 4 fun polowe uczelni...

biurokracja sux
-
Gość: Iżu, hyp-net-72-245.lodz.msk.pl
2006/09/23 16:48:00
Burdel jak na każdej uczelni....
-
fekalek
2006/09/23 17:05:00
cóż, ja pierwszy raz się spotykam z tym, żeby maturędo sejfu wsadzili - więc chyba nie każdej :D
-
Gość: Iżu, hyp-net-72-245.lodz.msk.pl
2006/09/23 18:38:04
Może Wasze próbki stolców też tam trzymają..Wiesz..Nigdy nic nie wiadomo... :P
-
Gość: przemek, pc_71_137.smrw.lodz.pl
2006/09/26 18:26:52
A myslisz ze dlaczego Kwasniewskiemu nie chca zatwierdzic ze ma wyzsze - bo zaginela jego probka kalu.
-
Gość: Cell Of Scream, ache48.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/28 18:21:48

Musimy poważnie porozmawiać ;]
-
Gość: Cyrograf, achh67.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/30 17:21:36
Cóż... współczuję, pierdoleni urzędnicy, chętnie bym ich wszystkich (dalsza część tekstu nie nadaje się do druku):)... Takie rzeczy to tylko w Polsce...
-
Gość: p0rk, ekt246.internetdsl.tpnet.pl
2006/10/06 08:16:37
Nio, tak bywa. Walka z systemem to dość głupi pomysł. Niestety, trzeba to przejść.
Pamietam jak załatwiałem sobie dowód. Obyło się bez problemów, ale poczułem jak wielka machina powoli wkręca mnie w swoje trybiki. Miażdży kości, przelewa krew, zamienia mięśnie na pasztet a mózg na salceson.
Dobrze że Ci się udało.


Kontakt:
email: fekalek(at)gazeta.pl




Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog